Od kilku miesięcy z powodzeniem hoduję bazylię. Ukorzeniłam kilka gałązek oderwanych od kupionego w supermarkecie krzaczka, nasypałam do skrzynki resztki ziemi, która została mi po przesadzaniu kwiatów doniczkowych, a potem postawiłam ją na kuchennym parapecie, żeby mieć zioła zawsze pod ręką. I mam! Rosną! Pachną! To nie tylko ładna ozdoba kuchni – zielona plama energii – ale i nasz ulubiony dodatek do domowej pizzy, spaghetti czy caprese. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, mam ochotę na kolejne zioła na oknie. Zanim wybiorę konkretny gatunek, nacieszę oczy ziółkami narysowanymi przez Dorotę Wojciechowską-Danek i wspólnie z profesorem Parzyziółkiem poznam ich właściwości.

Przedstawiając w towarzystwie nieznanych sobie ludzi, warto poza imieniem i nazwiskiem dodać jakiś szczegół o każdym z nich, który pomoże rozpocząć niezobowiązującą pogawędkę. Może to być wzmianka o zainteresowaniach, umiejętnościach czy ciekawych doświadczeniach – ważne, żeby łatwo było podjąć podrzucony mimochodem wątek. Dzięki takiemu wstępowi szanse na zapamiętanie rozmówcy rosną, bo ludzki mózg lepiej przyswaja atrakcyjne informacje niż suche fakty.

W dziedzinie zielarstwa specjalistką od krótkich, ale zapadających w pamieć prezentacji jest Dorota Wojciechowska-Danek. Jej autorska książka pt. Parzyziółko o popularnych ziołach stosowanych w polskiej kuchni to mistrzowskie połączenie obrazu z tekstem na podobieństwo bezbłędnie zaprojektowanej wizytówki. Każdy z dwudziestu bohaterów Parzyziółka – od aromatycznej bazylii poprzez silnie barwiącą kurkumę aż do wawrzynu zwanego liściem laurowym – jest sportretowany w stylu XVIII-wiecznych rycin Linneusza i opisany w kilku zgrabnych zdaniach. Zamiast drętwych encyklopedycznych definicji Dorota Wojciechowska-Danek serwuje lekkie, żartobliwe i oparte na grze słów komentarze:

Właściwości goździków do dziś zachowały swoją wartość i choć ta przyprawa nie jest już tak droga jak dawniej, to odnaleźć ją można w bezcennym kompocie babci.

Wiedza o leczniczych właściwościach pietruszki sięga swoimi korzeniami starożytności.

Z podobnymi zabawami słownymi zetknęłam się po raz pierwszy w książkach wydawnictwa Poławiacze Pereł o pracujących mamach wydanych w serii PilotkaKosmonautka (2014), Strażaczka (2015) i Agentka (2016). Przewrotne teksty Piotra Wawrzeniuka zilustrowała po mistrzowsku (wówczas jeszcze niezamężna) Dorota Wojciechowska – ta sama, która w Parzyziółku doskonale sprawdziła się w nowej podwójnej roli.

Po części zapoznawczej autorka przechodzi do konkretów: zastosowanie ziół w medycynie i kosmetyce (rozbawiła mnie rozkładówka ze specyfikami takimi jak pasta do zębów Boliząb, napój z melisy Stres precz czy krem do twarzy Znikł pryszcz), pomysły na domowe mikstury (od przekąsek przez miętową lemoniadę aż do aromatycznych kul kąpielowych) i krótki kurs domowej hodowli ziół. Na razie przetestowałyśmy z córkami przepis na cynamonki – ciasteczka wielkości orzecha laskowego, które powstają w mniej niż kwadrans (łącznie z pieczeniem!). Czy wyszły smaczne? Nie wiem, nie zdążyłam spróbować… Za to książka Doroty Wojciechowskiej-Danek jest wyborna: pięknie wydana w nietypowym wąskim formacie, z czerwoną tasiemką i tekstami do delektowania. Nie tylko dla zielarzy amatorów, nie tylko dla dzieci, nie tylko dla kobiet. 

Czy widzicie logo Dżina z tomikiem na okładce Parzyziółka? Z ogromną przyjemnością objęłam tę książkę patronatem medialnym nie tylko ze względu na autorkę, której kreskę od dawna podziwiam, lecz także oryginalną tematykę, do której – co tu dużo mówić – czuję miętę od czasu, kiedy po raz pierwszy zagrałam w Niezłe ziółka. Żeby uczcić pierwszy Dżinowy patronat, niniejszym ogłaszam:

KONKURS

Jeśli chcecie wygrać jeden z trzech egzemplarzy Parzyziółka wydawnictwa Tadam, w komentarzu pod tym wpisem napiszcie krótko (do pięciu zdań) o Waszym ulubionym ziółku. Konkurs trwa od 5 października 2018 r. do 14 października 2018 r. do godziny 23:59. Wyniki ogłoszę w zaktualizowanym wpisie w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu.

WYNIKI

Moi drodzy, bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi – podrzuciliście mi kilka ciekawych pomysłów do przetestowania. Książką Parzyziółko postanowiłam nagrodzić komentarze następujących osób:
Kasia KM – która dzięki melisie widzi w armagedonie w dziecięcym pokoju pracownię przyszłego człowieka-orkiestry;
Marlenax – koniecznie muszę sprawdzić, jak smakują pierogi ruskie z miętą;
EAnna – za podpowiedź, jak radzić sobie z przedszkolnymi bakcylami.
Serdecznie gratuluję! Prześlijcie mi, proszę, Wasze dane adresowe na dzinztomikiem@gmail.com.

TYTUŁ: Parzyziółko
TEKST: Dorota Wojciechowska-Danek
ILUSTRACJE: Dorota Wojciechowska-Danek
LICZBA STRON: 82
OPRAWA: twarda
FORMAT: 14 × 26,5 cm
WIEK: 6+
WYDAWNICTWO: Tadam
ROK WYDANIA: 2018

21 thoughts on “Książka z pracowni zielarza – „Parzyziółko” Dorota Wojciechowska-Danek”

  1. Majeranek – uwielbiam go za jego wielofunkcyjność. Po pierwsze – zamiast oregano posypujemy nim pizzę, tosty i doprawiamy wszelkie jesienno-zimowe potrawy. Po drugie – gdy pojawia się katar i kaszel – w ruch wchodzą inhalacje z majeranku – zaparowuję Młodej pokój na noc używając wody, majeranku i soli i od razu jej się lepiej śpi. Po trzecie – to ulubione zioło mojego męża, a wierzono kiedyś, że majeranek jest też afrodyzjakiem… tak więc pewnie miał ten majeranek jakiś wpływ na to, że ja i Andrzej sobie jesteśmy i mamy Gaję i Tymka <3

  2. Tylko jedno. ? To bardzo trudne zadanie.. mój numer jeden to mniszek lekarski. Poznaliśmy się dość dawno ,jak miałam ok 5 lat i razem z mamą pletłysmy z niego wianki, ale nasza znajomość rozkwitła na wiosnę 2012 roku. Wtedy to zrobiłam swój pierwszy miodek z przecudnych żółtych kwiatostanow zbieranych na łąkach. Od tamtego czasu to nasz wiosenny rodzinny rutuał , zbieramy , warzymy , zamykamy w słoiczki i rysujemy etykietki, a później jak jakaś infekcja się zbliża to jesteśmy gotowi do walki , jesteśmy po żółtej stronie mocy. I oczywiście uwielbiamy ja i moje chłopaki dmuchać dmuchawce i rozsiewac naszego bohatera , aby na wiosnę można było iść na żniwa

  3. Bardzo lubię miętę. Szczególnie pić napar, czesto z dodatkami, po drugie w wodzie z cytryną, do której mam już wielki słoik z kranikiem, to napój bogów, po trzecie przez to, jak stoi w doniczce i pachnie 🙂 już odkąd rosła u babci w ogródku zdobyła moje serce.

  4. Melisa-ambrozja dla kobiet, które lubią w życiu wyzwania, ale tylko do pewnego stopnia, mająca zdolność cudownej zamiany wydarzeń strasznych, na mniej niepokojące. Dzięki niej armagedon w dziecięcym pokoju staje się tylko pracownią przyszłego człowieka-orkiestry, bezwzględny szef -osobą, która wymyśla problemy, bo ma ich za mało, a krzyczący klient-niespełnionym muzykiem kapeli rockowej. Melisa czyni cuda-pomaga zliczyć barany bez użycia kalkulatora, zamienia ciężki poniedziałek w chilloutowy piątek. No i do tego nieziemsko pachnie ;).

  5. Dzień dobry, a ja najbardziej lubię pokrzywę. Taka biedna, ponieważ wszyscy omijają ją z daleka, chłopcy zrywają ją przez rękaw i ganiają z nią za dziewczynkami a dziewczynki zwiewają gdzie pieprz rośnie, idąc ścieżką pierwsza osoba w długich nogawkach zadeptuje ją, żeby nie poparzyła tych z tyłu w krótkich spodenkach, a ona taka niepozorna, skromna rośnie sobie i kryje taki skarb leczenia. Lubię ją za witalność jaką daje, smak, nawet za wygląd. 🙂

  6. Moim ukochanym ziółkiem jest rumianek. Jego złoty napar poprawia mi nastrój w pochmurne dni. Uwielbiam jego łagodny smak. Jest moim najlepszym ziołowym przyjacielem przeciwzapalnym oraz skutecznym również w stanach przeziębienia. Jednak sięgam po niego na codzień, zwłaszcza po osłodzony miodem napar.

  7. Moje zainteresowanie ziołami zrodziło się wraz z pierwszą doniczką bazylii na parapecie. Dziś jestem już raczkującym „zioło-znawcą”.
    A moim ulubionym zielskiem jest MIĘTA (żeby nie było o ostropeście czy kurdybanku też słyszałam 😉 ). Ponieważ ta uprawiana przeze mnie cechuje się niekontrolowanym i gwałtownym wzrostem jej listki muszę „utylizować” w dosyć szybkim tempie. Dlatego lądują one w herbacie (dla dodania smaku), w wodzie mineralnej (dla ochłody), w pierogach ruskich (dla efektu WOW), w brytfance z kurczakiem (dla efektu niezwykłości), w musie truskawkowym dla odczarowania nudy i w każdym innym daniu, które choć trochę pasuje do mięty ;).

  8. Najmilsza pietruszka często trafia do mego brzuszka, ale nie raz i nie dwa się zdarzyło uszczknąć z krzaczka nie ją, a podobną jej z wyglądu koleżankę. Gdyż kolendra się po parapecie krząta i do potraw się rwie. A ja nic przeciwko temu nie mam, w zielone mi graj i co chwilę potrawę zmieniaj! Kochane ziółka moje.

  9. Ta przyjaźń (nie od pierwszego zaparzania) rozpoczęła się przypadkowo, ale było warto. Po długiej biesiadzie u cioci na imieninach, gdy brzuchy były pełne a samopoczucie mimo wspaniałej imprezy troszkę kulało, z pomocą przyszła babcia, która odkryła przede mną tajemnicę mięty. Na początku przyzwyczajona do słodkich napojów nie byłam przekonana, co do picia tego zbawiennego naparu, ale kiedy dolegliwości przeszły, powoli mięta uzyskała moje zaufanie i uznanie. Teraz nie tylko od święta, ale codziennie czuję jej piękny kojący zapach. Świeża, czy suszona, w lecie daje orzeźwienie, w zimie tworzy idealne trio z cytryną i gorącą, czarną herbatą. 🙂

  10. Moje ulubione ziółko to czystek. To dzięki naparowi z tej niesamowitej roślinki możemy w pełni cieszyć się urokami jesieni. Szaruga za oknem, wiatr tnący policzki i chlupiąca w kaloszach woda nam nie straszne. 🙂 Z piciem czystka wiąże się nasz codzienny rytuał; kiedy to wieczorem siadamy do czytania, na szafce paruje kubek z ziołowym naparem. Wypijamy go codziennie przed snem, a odkąd weszło nam to w krew, wskaźniki odporności poszybowały w górę u wszystkich domowników i nie straszne nam są wszelkie przedszkolne bakcyle, tak chętnie przywlekane niegdyś przez syna. 😀

  11. Jak ubrać w pięciu zdaniach – o ziółku, którego najczęściej używam?
    Koper, to jest to – co często spożywam.
    Koperek do sałatek dodaje,
    Ziemniaczkom on smak dodaje.
    Koper to ulubione moje, ziele zielone!

  12. Moim ulubionym ziółkiem jest szyszka chmielu. Aby zabić goryczkę, piję ją z miodem (oczywiście, gdy temperatura spadnie do 40 stopni). Pomaga się zrelaksować, uspokoić ciało i umysł oraz jest świetnym środkiem na zbyt dużą ilość myśli przed snem 🙂

  13. Przyznaję, że jestem laikiem w temacie ziół. Oczywiście używam bazylii, majeranku, mięty (jako dodatek do soku jabłkowego jest rewelacyjna na upalne dni) czy koperku, ale zioła można stosować na mnóstwo sposobów, a mi brakuje samozaparcia, aby je wszystkie odkryć. Co innego mój mąż, który prowadzi z moją mamą (tak, dogaduje się świetnie z teściową) niekończące się dyskusje na tematy związane ze zdrowym żywieniem, starymi sposobami na różne dolegliwości czy najlepszy czas na zbieranie tego czy tamtego ziela. Ja za tym nie nadążam, więc książka mogłaby się okazać cennym źródłem danych…też mogłabym się wypowiadać podczas dyskusji 😉
    Przyznam jednak, że niedawno doceniłam naturalne środki zwiększające odporność. W czasie ciąży i karmienia często łapałam infekcje, a leków z apteki wolałam nie zażywać dla dobra dziecka. Dlatego zaczęły w codziennej diecie królować:
    1. Sok z kwiatów bzu czarnego (z liściem mięty do smaku).
    2. Sok z owoców bzu czarnego z domieszką soku z aronii.
    3. Sok z cebuli.
    4. Syrop z sosny na kaszel (mój ulubiony!)
    5. Pigwa do herbaty, zamiast cytryny
    6. No i oczywiście czosnek 🙂
    Jestem bardzo ciekawa, jakie tajniki skrywa jeszcze natura.
    Pozdrawiam

  14. Zdecydowanie moim ulubionym ziołem jest bazylia, która pasuje dosłownie do wszystkiego! Oczywiście najchętniej stosuję własną świeżą wyhodowaną, ale w przypadkach, gdy takiej zabraknie zawsze mam również zasuszoną.
    Bazylię dodaję do wszystkiego, zup, sosów, sałatek, surówek, przystrajam nim talerze z przystawkami. Nie wspominając nawet o zjadanych kilogramach sera mozzarella z pomidorem, oliwą i dużą ilością bazylii! Podkreśla ona smak każdej robionej przeze mnie zapiekanki, a ostatnio nawet wylądowała w hamburgerach i były naprawdę smakowite!

  15. Długo zastanawiam się nad odpowiedzią. Bo nie będę czarować, książka mnie urzekła. Ilustracje sa przepiękne. Lubię takie perełki. I wzruszam się , gdy moja najstarsza córka, wyciąga stosik książek, siada przy stole i rysuje. Marzy by zostać leśniczką i ilustratorką książek o zwierzętach 😉 No więc, ta piękną książką siedzi w mojej głowie, od ponad tygodnia i nie chce zniknąć…Jakie ziółko wybrać ? Od pewnego czasu mieszkamy w domu, pod lasem. Mamy na podwórku dużo drzew, trawy i rozmaitych chwastów:) Ja rodowity mieszczuch, nie umiem zabrać się za stworzenie pięknego ogrodu. Nasz busz z na swój sposób jest ładny. Są tu 3 drzewa, które kocham. Czarny bez , z którego robię przepyszny sok. Czarny bez to MOCARZ , który rozprawia się z chorobami. A jego niepowtarzalny smak przypomina mi beztroskie, słodkie dzieciństwo. Rosną też u nas dwie lipy. Wiosną i wczesnym latem ich kwiaty cieszą oko. Wieczorami cudnie pachną. Późnym latem mienią się kolorami złota. Lubię usiąść pod lipą i pomyśleć. Jest w niej coś magicznego, coś co przepełnia mnie dobra energią i daje poczucie bezpieczeństwa. Coś w tym jest, skoro już Celtowie wierzyli, że duchy drzew czuwają nad ludźmi , i że każdy ma swoje drzewo. A Japończycy nadal czczą duchy drzew 😉 Sama od jakiegoś czasu , stosuje coś na wzór sylwoterapii. Zaczęłam zbierać lipę. Wspinam się na wysoką drabinę, pomimo mojego panicznego lęku wysokości, przytulona do drzewa zrywam kwiatki . Suszę na zimę , dla rodziny, na herbatkę. Rozczulają mnie te pękate, bawełniane woreczki wiszące w spiżarce…i chyba też troszkę napełniają dumą 😉 Ten weekend pokrzyżowało nam plany choróbsko. Miały być Targi Książki, zakupy, warsztaty A tu nic. Więc dzieci do łóżek, każdemu pyszna aż gęsta herbatka lipowa z miodem i pigwą, do tego pieczone jabłka, kocyk i …książki. Lubię prostotę, spokój. Nie dać się zwariować. Polecam lipowe herbatki z sokiem lub miodem, na jesienne smutki, choroby, pogaduchy…lub jako towarzysza do dobrej lektury. Kolor i aromat fenomenalny. Natura jest cudna 😉

  16. Moim ulubionym ziołem jest pokrzywa. I choć większość ludzi traktuje ją przede wszystkim jako chwast, dla mnie jest namiastką spokoju i ukojenia. Zimową porą, pyszny napar z pokrzywy po ciężkim dniu, pozwala się zrelaksować bardziej niż cokolwiek innego. Już nie wspominam nawet, jak wiele witamin i mikroelementów zawartych w niej, pomaga naszym organizmom. Mimo że moje pierwsze spotkanie z pokrzywą, które miało miejsce w dzieciństwie – kiedy to po prostu w nie wpadłam – nie było najbardziej przyjemne, to teraz bardzo często do niej wracam, z pozytywnym dla mnie skutkiem 🙂

  17. Bardzo lubię stare zioła, po które sięgały nasze prababki, lecz dziś poszły w zapomnienie. Moim ulubionym ziołem jest przywrotnik pasterski. Ta piękna bylina, której okrągławonerkowe liście mają niezwykłą właściwość nieprzyjmowania brudu, zawsze jest czysta. Korzystnie wpływa na przemianę materii i procesy trawienne, pomaga w dolegliwościach kobiecych, a mocny napar stosowany jako płukanka, leczy wszelkie choroby jamy ustnej. Zachęcam do uprawiania go w przydomowych ogródkach i korzystania z jego dobroczynnych właściwości.

  18. – Ciociu co robisz?
    – Zastanawiam się nad moim ulubionym ziółkiem, bo wiesz jest taki konkurs…
    – Mięta przecież! Robisz herbatkę miętową, nalewkę miętową, syrop z mięty, dżem z miętą, wodę z miętą podajesz, do lodów mięta, w ogródku mięta cytrynowa, pieprzowa, czekoladowa.
    – No pewnie, że mięta, pachnąca mięta, orzeźwiająca mięta, niezastąpiona mięta, królowa MIĘTA !

  19. Gdy Cię jakieś (po)parzy ziółko sięgnij po babkę lancetowatą- moje ulubione ziółko 😉 Babkę kojarzę z dzieciństwem, a jak wiadomo dzieciństwo zawsze jest fajne! Dopiero “na stare lata” poznałem jej inne zastosowania i dowiedziałem się, że można ją zaparzać. Babka pomaga na kaszel i działa przeciwzapalnie na górne drogi oddechowe a do tego tak uroczo wygląda. Ta zieleń śni mi się po nocach 😉

  20. Mam dwójkę małych dzieci i moim ulubionym ziołem jest arnica montana (czyli arnika górska). Nie ma dla mnie lepszego leku na ciagłe guzy i siniaki dwóch chłopców jak właśnie maść z arnicą. Działa po prostu cuda, wszystko szybko się goi i wchłania, nie wiem jak to jest możliwe, ale polecam każdemu z dzieckiem:) Arnica ma działanie przeciwzapalne (warto zwrócić na to uwagę mając problemy reumatyczne), przeciwobrzękowe, poprawiające krążenie, przeciwkrzepliwe, przeciwnowotworowe, bakteriobójcze i przeciwgrzybicze. Można ją stosować (ale dopiero po odpowiedniej obróbce) zarówno wewnętrznie jak i zewnętrznie. Wykorzystywana jest również w kosmetyce ponieważ: regularne stosowanie arnici sprawia że naczynka widoczne na twarzy mogą zniknąc, pomaga w trądziku, stanach zapalnych skóry, usuwa cienie pod oczam, poprawia koloryt skóry. Stosuje sie ja również do płukania gardła, leczenia oparzeń, odleżyn i owrzodzeń, pomaga pozbyć sie niechcianych zmian pigmentacyjnych. Zalet arnci lub arniki jak kto woli jest mnóstwo dla mnie to ziele cud!

  21. Uwielbiam zioła i w tym roku stałam się dumną posiadaczką ogródka ziołowego i tym trudniej jest mi wybrać jedno ulubione zioło. Mięta, bazylia, tymianek, rumianek, lubczyk, rozmaryn i wiele innych – każde z nich posiada niezwykle właściwości. Dla mnie chyba jednak najbardziej niezastąpiona jest szałwia lekarska: idealna w kuchni i kosmetyce, pomaga w “babskich sprawach” i podczas przeziębienia, a co najważniejsze, ma fantastyczne właściwości przy problemach z jamą ustną. Odkąd ratowałam się szalwią (będzie drastycznie;) po dłutowaniu ósemek, jest niezastąpiona w sytuacjach kryzysowych. Moja opuchnięta wówczas buzia do dziś jest bardzo wdzięczna, więc z czystego sentymentu dokonałam trochę przekornego wyboru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *