Komu z nas nie zdarzyło się upiększać szkolnych podręczników własnoręcznie wykonanymi rysunkami? Nudne lekcje albo szczególny nastrój sprzyjały rozwijaniu talentów artystycznych również poza pracownią plastyczną. W zależności od okoliczności na kartach książek lub w zeszytach pojawiały się serduszka (ach, ten fajny kolega z równoległej klasy…), brody, okulary lub krzywe zęby dorysowywane postaciom na zdjęciach lub wymyślne szlaczki i inne bazgroły pozwalające przetrwać najnudniejsze lekcje. Rodzice i nauczyciele woleliby pewnie, żeby artystyczne wyrażanie siebie nie odbywało się kosztem pomocy edukacyjnych, ale dziś nauka jest po stronie „artystów” – udowodniono, że takie bezmyślne gryzmolenie jest skuteczną autoterapią, która nie tylko redukuje stres, lecz także przywraca równowagę psychiczną. Zdarza się również, że rysunki tworzone na marginesie mogą wspierać naukę… słownictwa! Wie coś o tym niejaki Derek Fallon, bohater książek z serii „Moje życie jako…”.

Rodzice i nauczyciele starają się zachęcić Dereka do czytania na wszelkie możliwe sposoby: przekupstwami, prośbami i groźbami. Jednak im bardziej nalegają, tym chłopiec stawia większy opór. 

– NIE CHCĘ CZYTAĆ TEJ KSIĄŻKI! Odkąd moja nauczycielka powiedziała, że z niechęcią sięgam po książki, muszę stale opędzać się od mamy, która ma coraz to nowsze pomysły na to, jak zapełnić mi czas. Czy raczej – jak ZMARNOWAĆ mój czas.

No bo kto w końcu, kurczę blade, chciałby sobie zawracać głowę książkami, skoro zamiast czytać o przygodach można je po prostu przeżyć? 

MOJE ŻYCIE JAKO… KSIĄŻKA

Derek to przeciętny dwunastolatek, który ma milion lepszych pomysłów na spędzanie wolnego czasu niż czytanie książek. Któregoś dnia, uciekając przed zrzędzącą mamą („Bibliotekarka przekonywała, że ta książka na pewno ci się spodoba”), chłopiec wpada na strych, gdzie znajduje stare gazety. Z własnej i nieprzymuszonej woli czyta nagłówki, a jeden z nich przykuwa jego uwagę na dłużej: „Martwa dziewczyna znaleziona na plaży”. Mimo że mama nie jest chętna do rozmowy na ten temat, jakaś niewytłumaczalna ciekawość nie pozwala Derekowi zapomnieć o historii sprzed dziesięciu lat i chłopiec na własną rękę wszczyna miniśledztwo. Wkrótce okazuje się, że zmarła dziewczyna miała z nim więcej wspólnego, niż mógłby przypuszczać. Próba rozwikłania tajemnicy z przeszłości nie jest jednak główną siłą napędową opowieści, mimo że wątek kryminalno-detektywistyczny przewija się przez całą książkę. Równie ważne wydają się zmagania Dereka z letnią szkołą, do której rodzice zapisują go ze strachu przed jego szalonymi pomysłami w wolnym czasie (porwanie małpy to zaledwie próbka jego możliwości), wakacyjna rozłąka z najlepszym przyjacielem i – najgorsze – konieczność przeczytania trzech lektur

MOJE ŻYCIE JAKO… KASKADER

Pierwszy dzień szkoły jest zawsze najgorszym dniem w roku. To tak, jakby jakiś zwariowany chirurg rzucił cię na stół operacyjny i usunął z twojego ciała główny organ zwany latem, kompletnie nie rozumiejąc, jak bardzo dziecko go potrzebuje – zupełnie tak samo jak wątroby czy śledziony. 

Mimo że koszmar szkoły (a wraz z nią konieczność czytania książek!) powrócił, Derek i jego najlepszy przyjaciel Matt oddają się nowej pasji – parkourowi, czyli sztuce omijania przeszkód stojących na drodze w jak najbezpieczniejszy, najprostszy i najszybszy sposób. W praktyce oznacza to, że w każdej wolnej chwili chłopcy ćwiczą wariacką jazdę na deskorolkach oraz wspinanie się na konstrukcje na kampusie pobliskiego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. Kiedy obserwujący ich ćwiczenia mężczyzna wręcza Derekowi swoją wizytówkę, chłopiec nawet nie przypuszcza, że jedno przypadkowe spotkanie odmieni jego życie. Nowe, ekscytujące okoliczności nie tylko wystawią na próbę jego wieloletnią przyjaźń z Mattem, zmuszą chłopca do podpisania okrutnej umowy (zapis o zmienianiu pieluch małpie to pikuś w porównaniu z drugim warunkiem!), ale przede wszystkim pozwolą mu udowodnić, że… nadaje się na rodzinę zastępczą.

MOJE ŻYCIE JAKO… CZYTELNIK

Seria „Moje życie jako…” to doskonały przykład literatury rozrywkowej w charakterze rozgrzewki przed ambitniejszymi tytułami. Została pomyślana i napisana w taki sposób, by zachęcić do czytania młodszą młodzież, dla której słowo książka nie ma żadnego punktu styku ze słowem rozrywka. Nikt się nie rodzi czytelnikiem, jednak niektórym czytanie przychodzi łatwiej niż innym. Tych, którzy nie lubią książek, warto mimo wszystko zachęcać do wysiłku, bo nic tak nie rozwija wyobraźni ani nie wzbogaca słownictwa jak czas spędzony z lekturą. O tym właśnie pisze, chociaż nie bezpośrednio, Janet Tashjian. Jej książki z serii „Moje życie jako…” to całkiem przyzwoita proza, lekka i przyjemna w odbiorze, wciągająca i bez zarzutu przetłumaczona. Być może ze względu na postać głównego bohatera i jego specyficzne zainteresowania cykl bardziej przypadnie do gustu chłopakom, ale w tajemnicy zdradzę Wam, że kiedy przyszła paczka z wydawnictwa Mamania, moja sześcioletnia córka tak się zaczytała w pierwszym tomie cyklu, że na parę godzin miałam ją z głowy. Nie zrozumcie mnie jednak źle: to nie jest książka pisana z myślą o sześciolatkach, bo poruszane problemy i użyty język stanowczo wykraczają poza możliwości poznawcze tak młodych czytelników, jednak jest w tej książce coś, co nie pozwala jej odłożyć. Najważniejsze jednak, żeby zrobić pierwszy krok.

MOJE ŻYCIE JAKO… ILUSTRATOR

Janet Tashjian nie dość, że opisuje przygody bohatera, z którym mogą utożsamić się wszyscy „czytelnicy z konieczności”, to jeszcze przy okazji przemyca sprytne sposoby na uczynienie czytania przyjemniejszym, a w każdym razie bardziej znośnym. Proponuje tworzenie rysunków do nowo poznanych słów albo wyobrażanie sobie poszczególnych akapitów jako scen w filmie – to pomysły, które z pewnością spodobają się wzrokowcom!  

Czytelnik trzymający w rękach Moje życie jako… ma okazję zobaczyć na własne oczy, jak mogą wyglądać takie rysunki na marginesie, bo książki Janet Tashjian są zilustrowane przez syna pisarki, który sam wielokrotnie korzystał z tej metody mnemotechnicznej. Patyczakowate postacie nie są szczytem możliwości artystycznych, ale stanowią miłą i w gruncie rzeczy atrakcyjną odmianę od tradycyjnych ilustracji.

Moje jedyne zastrzeżenie budzą natomiast okładki kolejnych tomów serii – to ten typ grafiki, który każe mi się trzymać z daleka od zawartości, bo sugeruje literacką ucztę na miarę śmieciowego żarcia z budki na dworcu. A ja zazwyczaj wolę się odżywić niż najeść. Po raz kolejny przekonałam się jednak, że ocenianie książek po okładce nie zawsze wychodzi książkom na dobre. Okazało się bowiem, że „Moje życie jako…” to całkiem apetyczna przystawka, która może skutecznie pobudzić apetyt przed głównym daniem. A okładkowy koszmarek nie jest wynikiem artystycznej wizji polskiego wydawcy, tylko oryginalnym pomysłem twórców książki. To w gruncie rzeczy pocieszająca wiadomość.

MOJE ŻYCIE JAKO… AUTORKA

Janet Tashjian to poczytna amerykańska pisarka ormiańskiego pochodzenia (jej nazwisko wymawia się ta-dżen), która pisze dla dzieci w wieku szkolnym i młodszych nastolatków. W Polsce wydano do tej pory dwie pierwsze części cyklu „Moje życie jako…”, a cała seria liczy już siedem tytułów (w tym nieprzetłumaczone na język polski: My Life as a Cartoonist, My Life as a JokeMy Life as a GamerMy Life as a Ninja, My Life as a Youtuber) i cieszy się niezwykłą popularnością zwłaszcza wśród dzieci, które… są na bakier z czytaniem. Autorka przez kilka lat sama uczyła swojego syna w domu i, widząc jego zacięcie do rysowania, zachęcała go do tworzenia jednego komiksowego paska każdego dnia. W ten sposób wychowała sobie ilustratora własnych powieści! Seria „Moje życie jako…” jest pierwszym wspólnym dziełem Janet i Jake’a. 

TYTUŁ: „Moje życie jako… książka”
TEKST: Janet Tashjian
TŁUMACZENIE: Grażyna Chamielec
ILUSTRACJE: Jake Tashjian
LICZBA STRON: 224
OPRAWA: miękka
FORMAT: 14 × 20 cm
WIEK: 9+
WYDAWNICTWO: Mamania
ROK WYDANIA: 2016

TYTUŁ: „Moje życie jako… kaskader”
TEKST: Janet Tashjian
TŁUMACZENIE: Grażyna Chamielec
ILUSTRACJE: Jake Tashjian
LICZBA STRON: 246
OPRAWA: miękka
FORMAT: 14 × 20 cm
WIEK: 9+
WYDAWNICTWO: Mamania
ROK WYDANIA: 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *