Rzadko się zdarza, że moje córki mają ochotę na te same książki w tym samym momencie. I to nawet nie wynika z różnicy wieku między nimi, tylko chwilowych preferencji. Kiedy jedna wolałaby posłuchać bajek Brzechwy, druga upiera się przy komiksie. Albo na odwrót. Tym razem okładka ze złotowłosą dziewczynką trzymającą w dłoniach małego misia pogodziła obydwie. Zaczęłyśmy czytać Coś ci powiem, Stokrotko… przy drugim śniadaniu, a skończyłyśmy przed pójściem spać następnego dnia, a to ponad sto stron tekstu! (Ale mam na to sposób – zazwyczaj jemy o różnych porach, dlatego przy każdym posiłku dzieci mają atrakcję w postaci czytania na głos). Czterolatka na równi z sześciolatką z zapartym tchem słuchały opowiadań o szkolnych przygodach siedmiolatki, a ja nie mogłam przestać się dziwić, że książka sprzed ponad pół wieku potrafi wzbudzić zainteresowanie współczesnych dzieci.

TALIZMAN NA SZCZĘŚCIE

Stokrotka lada dzień ma przekroczyć szkolne mury i zasilić szeregi pierwszoklasistów, ale w przeciwieństwie do starszej o dwa lata siostry Krysi, na której pierwszy września nie robi żadnego wrażenia, nieśmiała Stokrotka z lękiem myśli o nowym otoczeniu oraz nowych koleżankach i kolegach. Z pomocą przychodzi jej ciocia, która wręcza dziewczynce małego misia mieszczącego się w kieszonce swetra. Pluszak, nazwany pieszczotliwie Misiaczkiem, dodaje otuchy Stokrotce nie tylko na lekcjach, ale i w każdej innej sytuacji. Pociesza dziewczynkę, kiedy jest smutna, podsuwa jej pomysły na wybrnięcie z kłopotliwych sytuacji, pomaga przepędzić nudę, ale przede wszystkim zachęca do działania – czy to aktywności na lekcji, czy do zawierania nowych znajomości.

PIERWSZOKLASISTA – STUDIUM PRZYPADKU

Książka Miry Jaworczakowej składa się z blisko czterdziestu krótkich, niezależnych rozdziałów, które mimo że nie zachowują ciągłości fabularnej, wyraźnie odzwierciedlają upływ czasu: od dni poprzedzających rozpoczęcie roku szkolnego poprzez kolejne pory roku aż do ostatniego tygodnia wakacji po pierwszej klasie. Czytelnik ma okazję zaobserwować zmiany, jakie dokonały się w Stokrotce na przestrzeni roku: stała się odważniejsza, pewniejsza siebie i bardziej otwarta na kontakty z rówieśnikami. A przede wszystkim dowiedziała się, jak wygląda życie ucznia – poznała jego blaski (pochwały nauczycieli, dobre oceny, wycieczki klasowe) i cienie (kreska w dzienniku za spóźnienie, lęk przed promocją do następnej klasy). Autorka poświęciła również sporo miejsca na opis relacji panujących w rodzinie Stokrotki, a w szczególności lekkiej zazdrości o starszą, przebojową siostrę. 

DLA KOGO?

Książka Coś ci powiem, Stokrotko… to lekka lektura z (bardzo!) bezpieczną treścią, która spodoba się głównie dziewczynkom w wieku od czterech do siedmiu–ośmiu lat. Ugrzecznione szkolne przygody, a także relacje koleżeńskie są opisane w sposób, który będzie miał najwięcej uroku dla dzieci, które dopiero rozpoczną swoją edukacyjną przygodę w murach szkoły. Wydawca, czyli Nasza Księgarnia, proponuje ten tytuł 6–10-latkom, ale moim zdaniem to zdecydowanie zawyżony przedział wiekowy.

MOJE ULUBIONE FRAGMENTY

Dwa opowiadania o Stokrotce szczególnie zapadły mi w pamięć i wiem, że przynajmniej jedno z nich spodobało się równie mocno moim córkom. To, w którym do szkoły Stokrotki przyjechała autorka książek, Maria Kownacka, żeby opowiedzieć uczniom o Plastusiu. Ta sytuacja przypomniała nam jedną z naszych ulubionych książek o Basi, Basię i bibliotekę, i uświadomiła mi, że spotkania autorskie nie są specjalnością współczesności, a o rozwój czytelnictwa dbano już dekady temu. Drugie opowiadanie urzekło mnie pomysłowością Stokrotki: dziewczynka na pamiątkę z wakacji spędzonych w Poroninie wśród dzieci z różnych części Polski przywiozła do domu… piosenki! Góralska dziewczynka, Józia, nauczyła ją pieśni o turniach i halach, a Małgosia i Wojtek podarowali jej piosenkę ze Śląska o górnikach. Z kolei Stokrotka nauczyła nowych przyjaciół śpiewania o swoim rodzinnym mieście, Krakowie. 

ZASKAKUJĄCO WSPÓŁCZESNY JĘZYK

Trzeba to wyraźnie podkreślić – język Miry Jaworczakowej po ponad pięćdziesięciu latach od premiery książki prawie się nie zestarzał. Albo inaczej – autorce udało się nie podkreślać w Stokrotce charakterystycznych elementów rzeczywistości lat 60. ubiegłego wieku, które mogłyby utrudnić odbiór tekstu współczesnym czytelnikom. Co innego na przykład w przypadku Plastusiowego pamiętnika Marii Kownackiej, książki wielokrotnie przywoływanej w powieści Jaworczakowej, której pierwsze wydanie ukazało się w 1936 roku. Szkolna codzienność Tosi, a w szczególności opisy zawartości jej piórnika: stalówki, obsadki, kałamarze, bibułki i gumki „Myszki”, to świat bezpowrotnie miniony i niezrozumiały dla współczesnych dzieci, a często i ich rodziców (ja sama pisałam w szkole już tylko długopisem). Jedynie momentami miałam wrażenie, że szyk zdań Miry Jaworczakowej odbiega od współczesnych standardów, dlatego czasami zaczynałam zdanie z zupełnie nieadekwatną do zakończenia intonacją. Ale to naprawdę drobiazg!

RETRO ZABAWY

Analogowe rozrywki Stokrotki takie jak wycinanie laleczek z papieru, plecenie wianków z polnych kwiatów czy szycie zabawkowych ubranek z gałganków dziś mogą się wydawać anachroniczne, ale czy możecie powiedzieć z ręką na sercu, że nie zainteresowałyby Waszych dzieci? Po prostu dajcie im szansę, pokażcie, że można spędzać wolny czas na różne sposoby: z nożyczkami w ręku albo na łące – jestem prawie pewna, że własnoręcznie zrobiona wycinanka lub wianek dostarczy nie mniej frajdy niż gra na telefonie. 

POLSKA STOKROTKA VERSUS SKANDYNAWSKA DUNIA

Po skończonej lekturze sama zaproponowałam dziewczynkom, że skoro tak bardzo spodobała im się książka Coś ci powiem, Stokrotko…, to możemy przeczytać jeszcze raz o innej dziewczynce, która również po raz pierwszy idzie do szkoły – Duni, bohaterce serii książek szwedzkiej pisarki Rose Lagercrantz. To miał być eksperyment, którego wyniku sama byłam bardzo ciekawa. Wydawało mi się, że wiekowa Stokrotka wypadnie bladziej od swojej współczesnej rówieśniczki, ale moje przypuszczenia się nie sprawdziły. Mira Jaworczakowa stworzyła postać na tyle wiarygodną psychologicznie oraz opisała jej szkolne perypetie z tak dużym znawstwem, że Stokrotka równie dobrze mogłaby siedzieć z Dunią w jednej ławce. Stokrotka pewnie podarowałaby Duni pocztówki, a Dunia Stokrotce – zakładki do książek. 

O AUTORCE

Mira Jaworczakowa w kwietniu 2017 obchodziłaby swoje setne urodziny. Pisała książki dla dzieci i dla młodzieży oraz opowiadania historyczne, publikowała w „Płomyku”, „Iskierkach” i „Świerszczyku”. Do jej najbardziej znanych utworów należą Oto jest Kasia oraz Jacek, Wacek i Pankracek – obydwie książki znajdują się na liście lektur. Swoją twórczością starała się kształtować postawy moralne, ale nawet po latach jej utwory czyta się z przyjemnością, a nienachalny dydaktyzm dodaje im odrobiny retro uroku. 

TYTUŁ: „Coś ci powiem, Stokrotko…”
TEKST: Mira Jaworczakowa
ILUSTRACJE: Hanna Krajnik
LICZBA STRON: 128
OPRAWA: twarda
FORMAT: 14 × 24,5 cm
WIEK: 4+
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia
ROK WYDANIA: 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *