Płynący przez ocean statek zostaje zatopiony przez huragan. Większość jego ładunku idzie na dno, ale kilka skrzyń rozbija się na najeżonym skałami wybrzeżu. Tylko jedno pudło wychodzi z katastrofy prawie bez szwanku. Wewnątrz znajduje się robotka Roz, która potrafi mówić, poruszać się i uczyć. Wyspa, na której po raz pierwszy otworzyła oczy, jest jedynym domem, jaki zna, ale jej mieszkańcy są wrogo nastawieni do robota. Roz zdaje sobie sprawę, że jeśli chce przetrwać, musi nauczyć się żyć według zasad panujących w dżungli. Ale czy to w ogóle możliwe? Dziki robot, pierwsza powieść Petera Browna, uznanego autora książek obrazkowych dla dzieci, porusza kwestię skomplikowanego współistnienia natury i techniki, a także spełnionego macierzyństwa opartego na wypracowanym przywiązaniu, a nie więzach krwi. Matki czytelniczki, przygotujcie sobie zapas chusteczek, bo Dziki robot dostarczy Wam wyjątkowych wzruszeń.
Peter Brown Dziki robot

Nastawienie zwierząt do robotki zmienia się, kiedy Roz adoptuje osierocone gęsie pisklę. Matka licznego potomstwa, gęś Głośnoskrzydła, udziela jej wsparcia i fachowej wiedzy w zakresie wychowania, a bobry – w zamian za ścięcie kilku drzew – wznoszą jej duży, wygodny dom. Z upływem czasu Roz coraz lepiej funkcjonuje w lokalnej społeczności: rozumie mowę zwierząt, posiadła sztukę kamuflażu i przede wszystkim udowodniła, że zawsze można na nią liczyć. Mimo braku instynktu macierzyńskiego wspaniale opiekuje się pisklęciem Jasnodzióbkiem, co ostatecznie zjednuje jej grono przyjaciół.  dba o jego bezpieczeństwo i rozwój, a kiedy nadchodzi późna jesień, pozwala mu odlecieć ze stadem gęsi do ciepłych krajów. Z kolei zimą pomaga zwierzętom przetrwać chłody. Wydaje się, że wszystko jest na dobrej drodze, by Roz w pełni wpisała się w lokalny koloryt, ale niespodziewanie dochodzi do dramatycznych wydarzeń, które stawiają pod znakiem zapytania możliwość współistnienia sztucznego życia z tym prawdziwym.

Mimo kilku słabszych elementów, o których za chwilę napiszę, lektura Dzikiego robota sprawiła mi dużą przyjemność. Wartka akcja, bardzo krótkie rozdziały (to zaleta dla początkujących czytelników), wygodny format i krój pisma, a także ładne czarno-białe ilustracje składają się na książkę, z którą przyjemnie się obcuje. Historia robota, który musi odnaleźć się wśród zupełnie obcego dla niego środowiska, przypomina losy Robinsona Crusoe – począwszy od katastrofy morskiej poprzez urządzenie się na wyspie i udzielenie ratunku innej istocie, skończywszy na przybyciu na wyspę statku z zewnętrznego świata. Powieść Petera Browna różni się jednak od książki Daniela Defoe otwartym zakończeniem (ciekawe, czy autor planuje drugi tom?), a także obecnością silnie zarysowanego wątku macierzyństwa. W przeciwieństwie do zwierząt, które kierują się instynktem, robotka Roz musi się zdać na swój komputerowy mózg, wychowując gęsie pisklę. Co ciekawe, jej sukcesy i porażki, radości i smutki, a także niełatwe wybory do złudzenia przypominają relacje rodzinne, w których zachodzi pokrewieństwo krwi. Czy Peter Brown sugeruje, że do bycia dobrym rodzicem nie jest potrzebna miłość, a jedynie kierowanie się zdrowym rozsądkiem? To byłoby dość kontrowersyjne stwierdzenie!

Z pewną przykrością odnotowuję, że robotka nie jest w pełni przemyślanym konstruktem. Po pierwsze, narrator wielokrotnie podkreśla, że jako sztuczne życie nie ma uczuć, „ale odczuwa coś w rodzaju emocji” (czyli ma uczucia czy jest ich pozbawiona?). Po drugie, nieco razi niekonsekwencja w przedstawianiu wiedzy robota o świecie: z jednej strony Roz musi się uciekać do swoich wgranych zasobów, żeby zrozumieć otaczającą ją rzeczywistość („Zaintrygowała ją ta ciepła kula blasku świecąca z góry. Uruchomiła swój komputerowy mózg i zindentyfikowała ten blask. To było słońce” albo „Komputerowy mózg Roz wyszukał właściwe słowo: – To statek”), a z drugiej bez problemu nazywa przedmioty, zjawiska i zdarzenia. Po trzecie, nadanie płci robotowi wydaje się kuriozalne. Mimo że fabularnie robot płci żeńskiej odgrywa istotną rolę, to jednak z technologicznego punktu widzenia robot jako taki jest pozbawiony cech płciowych. Co innego w przypadku androidów, czyli robotów humanoidalnych przypominających istoty ludzkie, ale Roz absolutnie nie należy do tej kategorii, co zresztą wyraźnie widać na ilustracjach stworzonych przez Samego Petera Browna. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że Dziki robot to powieść skierowana przede wszystkim do czytelników z pierwszych klas podstawówki, te usterki nie odgrywają większej roli, bo historia sama się broni. Peter Brown pisze bardzo sprawnie, a bardzo udane tłumaczenie Marty Bręgiel-Pant całkowicie chowa się za opowieścią. (Tłumaczka doskonale przełożyła na polski również inną powieść wydawnictwa Entliczek pt. Wojna, która ocaliła mi życie).
Dziki robot Peter Brown Entliczek Dziki robot Peter Brown Entliczek

TYTUŁ: Dziki robot
TEKST: Peter Brown
ILUSTRACJE: Peter Brown
TŁUMACZENIE: Marta Bręgiel-Pant
LICZBA STRON:  
OPRAWA: twarda
FORMAT: 13 × 19 cm
WIEK: 7+
WYDAWNICTWO: Entliczek
ROK WYDANIA: 2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *