Jestem mamą chorego dziecka, które wyzdrowiało. Wiem, co to znaczy bać się tego, co przyniesie nowy dzień, aż za dobrze znam uczucie bezradności i żalu do losu o bolesne doświadczenia. Gdybyście dziś zobaczyli moją młodszą córkę – wesołą, idącą w podskokach przez życie dziewczynkę z burzą loków – nigdy byście nie pomyśleli, jak wiele przeszła w swoim krótkim życiu. Białaczka brzmi jak wyrok, ale Majce się udało, po dwóch latach leczenia jej szpik jest czysty. Było bardzo ciężko, ale przez cały czas żyliśmy nadzieją, że w końcu nadejdzie dzień ostatniej chemii, włosy zaczną odrastać, wróci humor i apetyt. Kolejne skreślane w kalendarzu dni przybliżały nas do upragnionej wiadomości – „Zdrowa”. Choroba Mai nie tylko otworzyła mi oczy na cierpienia innych dzieci, ale też skłoniła do rozmów z obydwiema córkami na temat zdrowia i wyglądu. Te rzeczy bardzo się ze sobą wiążą: dzieci onkologiczne tracą włosy, niepełnosprawni ruchowo poruszają się na wózku, a chorzy z zespołem Downa mają charakterystyczne rysy twarzy. Choroba nie jest niczyją winą, a chorzy są takimi samymi ludźmi jak inni, tylko że mają w życiu trochę trudniej. O różnorodności pięknie pisze w swojej książce dla dzieci Agnieszka Kossowska, autorka bloga dzielny Franek. Jej Duże sprawy w małych głowach przybliżają problematykę autyzmu, niepełnosprawności sensorycznej, ruchowej i intelektualnej, problemów związanych z wcześniactwem i epilepsji. Historie napisane z dziecięcej perspektywy wzruszają i otwierają oczy na różnorodność.

Najpierw przeczytałam tę książkę sama, bo wydawało mi się, że jej głównymi adresatami są dorośli, którzy nie wiedzą, jak rozmawiać z dziećmi na temat zdrowia i choroby. Nic bardziej mylnego! Duże sprawy w małych głowach bezbłędnie trafiają zarówno do dużych, jak i małych czytelników, bo autorka zna temat niepełnosprawności od podszewki i potrafi o nim opowiadać w sposób zrozumiały dla dzieci – sama jest mamą dzielnego wcześniaka Franka zmagającego się z wieloma schorzeniami. Agnieszka Kossowska od lat opisuje w internecie swoje życie z wyjątkowym dzieckiem, czynnie angażuje się w sprawy środowiska osób niepełnosprawnych i rozmawia z innymi rodzicami chorych dzieci. Autorka w prosty, ciekawy i rzetelny sposób (lista nazwisk lekarzy konsultujących treści jest imponująca!) opisuje niepełnosprawność z punktu widzenia dotkniętych nią dzieci. Jak sama wyjaśnia we wstępie „ta książka bajką nie jest, jest zwyczajną opowieścią o życiu, a każdy z jej bohaterów istnieje naprawdę”. Chociaż można by przypuszczać, że dominującą nutą przedstawionych historii będzie smutek, żal i rozgoryczenie, wrażenia po lekturze Dużych spraw w małych głowach są bardzo pozytywne. Zamiast litości czułam podziw dla dzieci i ich opiekunów, którzy mimo przeciwieństw losu starają się dostrzegać dobre strony niepełnosprawności. Kiedy zaakceptuje się to, czego nie można zmienić, żyje się po prostu łatwiej. Fajne życie nie zależy od sprawnych nóg, dobrego słuchu czy sokolego wzroku, a największe przeszkody często tkwią jedynie w głowie. Oprócz ograniczonej do minimum terminologii medycznej w Dużych sprawach w małych głowach pojawiają się przede wszystkim zagadnienia związane z codziennym funkcjonowaniem niepełnosprawnych dzieci: z jakimi problemami muszą się mierzyć, do jakich szkół chodzą, w jaki sposób utrzymują swoje ciało w formie. Zastanawialiście się czasem, skąd niewidomi wiedzą, ile wody nalać do szklanki i w jaki sposób rozpoznają kolory swoich ubrań? Czego niesłyszący używają zamiast dzwonka do drzwi? Czy można pójść na basen albo chodzić po górach z respiratorem? Albo z jakiego powodu dzieci chore na padaczkę muszą nosić w samochodzie okulary przeciwsłoneczne? Gdyby nie lektura Dużych spraw w małych głowach, nie potrafiłabym udzielić odpowiedzi na żadne z tych pytań. Opowieści chorych dzieci są proste, często dotyczą przyziemnych spraw. Zamiast górnolotnych słów – krótkie zdania i dziecięca niewinność. Efekt jest niebywały: „Mieszkam w górach w domu razem z (…) psem Karusiem i dwoma kotami – Bolkiem i Lolkiem. Mam też świnkę morską, Tolę. Bardzo kocham zwierzęta. Dla moich zwierząt nie jest ważne, że jeżdżę na wózku. A dla ludzi czasem jest”.

Podsuńcie tę książkę dzieciom, a najlepiej przeczytajcie ją wspólnie. Gwarantuję, że po lekturze Dużych spraw w małych głowach spojrzycie inaczej na niepełnosprawne dzieci i zamiast ortez na nogach, wózka czy rurki tracheostomijnej dostrzeżecie przede wszystkim drobną blondynkę czy bruneta o psotnym spojrzeniu. Wszystkie dzieci są do siebie podobne: chcą się bawić, być kochane, mają marzenia, sekrety i uważają, że kompromisy są do bani.

Każdy rozdział został zilustrowany przez innego artystę, co dodatkowo podkreśla motyw przewodni książki, czyli różnorodność. Bardzo podoba mi się zabawa z różnymi krojami pisma i różną wielkością liter – to nie chaos, tylko dobrze przemyślana koncepcja. Ale najlepsze jest to, że po każdym rozdziale autorka proponuje szereg aktywności i ćwiczeń, które mają pomóc zdrowym dzieciom wczuć się w sytuację tych chorych. To gotowy materiał na warsztaty wokół tej książki! Po szaleństwie przygotowań do ślubowania i obchodach stulecia odzyskania niepodległości zamierzam podsunąć Duże sprawy w małych głowach wychowawczyni mojej córki. Oprócz czytania i liczenia szkoła powinna uczyć przede wszystkim szacunku do odmienności. Dlaczego nie z książką Agnieszki Kossowskiej?


TYTUŁ: Duże sprawy w małych głowach
AUTOR: Agnieszka Kossowska
ILUSTRACJE: Jacek Ambrożewski, Patricija Bliuj-Stodulska, Anna Kloza-Rozwadowska, Marta Kosek, Szaweł Płóciennik
LICZBA STRON: 214
OPRAWA: miękka ze skrzydełkami
FORMAT: 21 × 21 cm
WIEK: 6+
WYDAWNICTWO: Biała Plama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *