Książka z città ideale – „Morze trzcin. Księga życia Hili Campos” Agnieszka Wojdowicz

Czekałam na tę książkę od kilku miesięcy, zastanawiając się, czy autorka uśmierciła męża głównej bohaterki pod koniec pierwszego tomu czy tylko zawiesiła akcję w najbardziej dramatycznym momencie, by wzmóc ciekawość czytelników. Ostatecznie nakryte płaszczem ciało Eliszy leżące bez ruchu na wozie, który wtoczył się na tyły domu rodziny Camposów na ostatniej stronie Córki głosu, nie musiało zwiastować najgorszego. Jednak Agnieszka Wojdowicz nie oszczędziła Hili cierpienia i w drugim tomie pt. Morze trzcin kobieta rozpoczyna swoją…

Książka z gruntu szczera – „Uczciwa oszustka” Tove Jansson

Znana głównie jako twórczyni cyklu o Muminkach Tove Jansson pisała również dla dorosłych czytelników, malowała obrazy i freski, a także ilustrowała książki innych autorów. Jej utwory, mimo że napisane po szwedzku, są jednymi z najczęściej tłumaczonych dzieł literatury fińskiej. Uczciwa oszustka powstała na początku lat 80. XX wieku, ale polski czytelnik miał okazję zetknąć się z nią po raz pierwszy dopiero w 2013 roku. Po pięciu latach od premiery polskiego tłumaczenia…

Książka z getta – „Córka głosu. Księga życia Hili Campos” Agnieszka Wojdowicz

Pierwsze na świecie getto, przeznaczone dla ludności żydowskiej, zostało utworzone na początku XVI wieku w Wenecji. Mieściło się w najbardziej wysuniętej na północ dzielnicy miasta, tzw. sestiere Cannaregio, podmokłym i niestabilnym terenie porośniętym trzcinami, gdzie wzniesiono pierwsze huty (to właśnie w nich niektórzy upatrują etymologii słowa „getto”, bo po włosku getto to odlew). Mieszkająca w getcie ludność żydowska, mimo że cieszyła się większymi niż w innych europejskich miastach przywilejami, nie tylko nie miała prawa kupować…

Książka z drżenia serc – „Zadzwoń, kocham cię” Anna Łacina

Tydzień po tym, jak mój pierwszy chłopak poprosił mnie o chodzenie (tak się mówiło pod koniec lat dziewięćdziesiątych, czy to nazewnictwo obowiązuje nadal?), wyjechałam na dwutygodniowe kolonie. Razem ze mną pojechała moja najlepsza przyjaciółka w identycznej sytuacji uczuciowej, więc we dwie było nam trochę łatwiej znieść katusze rozłąki, w napięciu czekać na telefon (w porze poobiedniej koloniści na zmianę pełnili dyżury przy jedynym aparacie znajdującym się w holu budynku na parterze), a w międzyczasie zadręczać…