Mam ambiwalentny stosunek do strachu. Im jestem starsza, tym mniej lubię się bać. Zrezygnowałam z oglądania horrorów, za nic w świecie nie dam się namówić na przejażdżkę kolejką górską, a przed snem – zupełnie jak w popularnym memie – zawijam kołdrę pod stopy. Tak na wypadek, gdyby potwory istniały. Z drugiej strony nie mam oporów przed napędzaniem strachu swoim córkom. W porze obiadowej straszę je marchewką w zupie, w przerwie między bajkami grzybicą z reklamy, a na dobranoc Złotą różdżką, która – nie dajcie się zwieść pozorom – jest niczym innym jak tylko zdrobniałą wersją rózgi!

Bajki dla niegrzecznych dzieci Złota różdżka okładka Justyna Sokołowska ART Egmont

STRASZNA KLASYKA HEINRICHA HOFFMANNA

Heinrich Hoffmann, urodzony w Niemczech w 1809 roku, był pionierem psychiatrii dziecięcej, jednak to nie praktyka lekarska zapewniła mu światową sławę, lecz niewielka książeczka, którą napisał dla trzyletniego synka z okazji zbliżającej się Gwiazdki. Zawarł w niej dziesięć rymowanych przestróg dla najmłodszych, które samodzielnie zilustrował. Jego utwory po raz pierwszy ukazały się drukiem w 1845 roku pod tytułem Wesołe historyjki i zabawne rysunki dla dzieci w wieku od 3 do 6 lat, jednak w kolejnych wydaniach nazwę zmieniono na Struwwelpeter, czyli – w zależności od polskich tłumaczeń – Piotrusia Rozczochrańca lub Stasia Straszydło, nawiązując bezpośrednio do tytułu wiersza otwierającego zbiór. 

Struwwelpeter to znana na całym świecie klasyka niemieckiej literatury dla dzieci. Zbiór wierszowanych opowieści o niegrzecznych dzieciach, w których ukazano tragiczne konsekwencje złego zachowania, miał przywoływać najmłodszych do porządku i zniechęcać do wszelkich przejawów nieposłuszeństwa. Schemat fabularny wierszy Hoffmanna opiera się na prostym zestawieniu przewinienia i kary, na przykład: za znęcanie się nad zwierzętami – dotkliwe pogryzienie przez psa, za zabawę zapałkami – spłonięcie żywcem, za obgryzanie paznokci – ucięcie rąk, za grymaszenie przy obiedzie – śmierć głodowa. Straszne wierszyki Hoffmanna cieszyły się olbrzymią popularnością już od pierwszego wydania, jednak – wbrew intencjom autora – wcale nie ze względu na ich dydaktyczny charakter, lecz z powodu niezamierzonego purnonsensu. Okrucieństwo kar wymierzanych nieposłusznym dzieciom było zupełnie nieadekwatne do ich przewinień, dlatego zamiast budzić przerażenie, wzbudzało śmiech zrodzony z poczucia absurdu.

PO CO KOMU KOLEJNE TŁUMACZENIE?

Złota różdżka, czyli bajki dla niegrzecznych dzieci wydawnictwa ART Egmont to najnowsza adaptacja Hoffmannowskich rymowanek dla dzieci. Można się zastanawiać nad zasadnością wydawania kolejnych przekładów tekstu sprzed ponad półtora wieku, w dodatku w oparciu o angielską – a nie oryginalną niemiecką – wersję językową, ale najpierw należy wziąć pod uwagę dwie istotne kwestie. Po pierwsze nowe tłumaczenie jest uwspółcześnioną adaptacją, biorącą poprawkę na zmiany kulturowe i – co za tym idzie – językowe, jakie zaszły wokół nas na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci, a po drugie sama szata graficzna, którą zaproponowała Justyna Sokołowska, jest wystarczającym powodem, by zaserwować tę klasykę raz jeszcze. Nowego przekładu wierszy podjęło się grono sześciu tłumaczy: Anna Bańkowska, Karolina Iwaszkiewicz, Zuzanna Naczyńska, Adam Pluszka, Marcin Wróbel oraz Michał Rusinek, który oprócz wiersza na tylnej okładce napisał wstęp. 

NIE TAKA GROZA STRASZNA…

Chociaż w warstwie fabularnej wierszyki Hoffmanna szokują, to grozę obrazowanych wypadków neutralizuje prosty język rymowanek, którym zostały opisane. Zderzenie makabry z dokładnymi rymami tworzy zamierzony zgrzyt stylistyczny, niepozbawiony zresztą uroku. Jak choćby w wierszach Straszna historia o Hani i zapałkach oraz O Konradzie, co obgryzał paznokcie, których rytmiczne dzięsięciozgłoskowe wersy do złudzenia przypominają melodykę… wesołego wierszyka Juliana Tuwima o murzynku Bambo. 

Trudno i darmo, ginie panienka;

płoną jej rączki, nóżki, sukienka,

oczy i uszy, nosek malutki,

zostały tylko czerwone butki

[Straszna historia o Hani i zapałkach, adaptacja Anny Bańkowskiej]

lub

Przyznał się Konrad, że krawiec krwawy

rączki mu obciął za złe zabawy.

Obiecał zatem, blady jak trup,

że da też spokój paznokciom u stóp.

[O Konradzie, co obgryzał paznokcie, adaptacja Marcina Wróbla]

OD DYPLOMU DO PUBLIKACJI

Złota różdżka jest pracą dyplomową, którą Justyna Sokołowska złożyła na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w pracowni projektowania książki. Ilustratorka natknęła się w Muzeum Książki Dziecięcej w Warszawie na jedno ze starych wydań Stasia Straszydła, które zainspirowało ją do stworzenia zupełnie odmiennej oprawy graficznej do utworów sprzed ponad stu siedemdziesięciu lat. Jej interpretacja nie jest służebna wobec tekstu, jak to miało miejsce w poprzednich wydaniach, lecz tworzy równoległą narrację. Już po tym, jak ilustracje do Złotej różdżki zdobyły w 2014 roku wyróżnienie w czwartej edycji konkursu „Książka dobrze zaprojektowana – zacznijmy od dzieci”, do Justyny Sokołowskiej zgłosiła się wydawczyni Anna Czech, która zaproponowała opublikowanie książki pod szyldem ART Egmont.

NOWE SZATY KLASYKA

W świecie zwierząt jaskrawe ubarwienie służy łatwiejszemu rozpoznaniu i pełni funkcję ostrzegawczą, zmniejszając częstotliwość przypadkowych ataków. Jaskrawa okładka Złotej różdżki, która doskonale koresponduje z przejaskrawieniem w warstwie tekstowej, również stanowi wyraźny komunikat: uwaga, to jest mocna książka! Czerwień i jej odcienie przewijają się przez całą książkę począwszy od wyklejki: czerwienią wyróżnione są słowa-klucze we wstępie, czerwonawe są ukazane w zbliżeniach dłonie i konturowo przedstawione postacie, czerwienią złożono niektóre wiersze. 

Minimalistyczne, plakatopodobne ilustracje Sokołowskiej spotęgowały wrażenie nowoczesności i – jakkolwiek paradoksalnie to brzmi – dodały tomowi lekkości, pozostawiając dużo wolnej przestrzeni na złapanie oddechu przed… kolejną makabreską.  

Wyraźnie widać, że ilustratorka lubi bawić się formą, wykorzystując właściwości materiału, z którym pracuje. Często dwie strony kolejnych kartek tworzą cały obraz, uwypuklają zmiany zachodzące w czasie lub przedstawiają kontrastujące ze sobą elementy. 

 

 

ZŁOTA RÓŻDŻKA NA NOWE TYSIĄCLECIE

Jednym z najbardziej chwalonych i najszerzej komentowanych wierszy z tomu Złota różdżka jest Opowieść o małych czarnych chłopcach w adaptacji Zuzanny Naczyńskiej. Tłumaczce przypadł w udziale wiersz, który – w odróżnieniu od pozostałych – wyraźnie zestarzał się w warstwie obyczajowej. Zuzanna Naczyńska, zachęcana zresztą przez wydawcę, żeby jak najbardziej uwspółcześnić tekst, zrezygnowała z wiernego odtworzenia scenografii i na nowo wymyśliła podwórkową scenkę, dostosowując ją do naszych czasów. 

Dlatego w jej adaptacji zamiast rozrywek z dawnych lat (obręcz do toczenia, chorągiewka, precle – te ostatnie wymienione są w niemieckim wydaniu) pojawiły się rolki, hulajnoga i komórka; kałamarz i inkaust, których użyto do ukarania niegrzecznych dzieci w oryginalnej wersji, zostały zastąpione czarną kałużą, a rolę świętego Mikołaja (czyli Saint Nicholasa lub – w innych tłumaczeniach – czarodzieja) przejął swojski pan Piotr, osiedlowy dozorca. Zuzanna Naczyńska odświeżyła wiersz o małych czarnych chłopcach również w warstwie językowej, wplatając do przekładu element slangu: Hej, koleś, wracaj do Afryki! (w tekście angielskim: Oh Blacky, you’re as black as ink).

Tłumaczka inaczej rozłożyła akcenty w swojej adaptacji, sprawiając, że strasznie śmieszny wierszyk sprzed lat zyskał bardzo aktualny przekaz nawołujący do tolerancji. Co więcej, dopisała do adaptacji dodatkowy fragment – czterowiersz zamykający utwór, który nie tylko umieścił podwórkową scenkę dosłownie tu i teraz, lecz także symbolicznie oddał głos czarnoskóremu chłopcu, który – być może – w realnym życiu nie miałby możliwości odparcia niesłusznego ataku:

A sam Murzynek dopowiedział

coś, o czym dotąd nikt nie wiedział.

– Ja nigdy w Afryce nie byłem,

 tutaj się, w Polsce, urodziłem.

ZABAWNE OPOWIEŚCI I WESOŁE OBRAZKI

Jeden z utworów należących do Złotej różdżki wydaje się nieco przypadkowy pośród opowieści o nieposłusznych dzieciach. Po pierwsze bohaterem wiersza O groźnym myśliwym jest dorosły, po drugie jego przewinienie nie ma charakteru incydentalnego, odnosi się bowiem do aktywności zawodowej, w tym wypadku myślistwa. Jednak wbrew pozorom to właśnie ten tekst jako jedyny pasuje do jednego z podtytułów zbioru – Wesołe historyjki i zabawne rysunki dla dzieci (w oryginale: Lustige Geschichten und drollige Bilder für Kinder), gdyż opisana w nim historia rzeczywiście bawi. Tytułowy myśliwy sam staje się zwierzyną łowną i ucieka przed goniącym go ze strzelbą zającem. Nikt nie ginie, bo krótkowzroczny szarak chybia i zamiast w mężczyznę trafia w filiżankę z kawą. Nie sposób dopatrzyć się tu stosowanego przez Hoffmanna schematu fabularnego zbrodnia-kara, na którym opiera się pozostałych dziewięć wierszy; jest to raczej literacka zabawa w świat na opak, w którym nie obowiązują reguły codziennego życia, a wszelka hierachia ulega odwróceniu. Taki wiersz w prezencie gwiazdkowym to ja rozumiem!

WYCHOWANIE PRZEZ CZYTANIE

Wychowanie przez czytanie w wydaniu Heinricha Hoffmanna opierało się na modelowaniu dziecięcych zachowań poprzez strach. Hoffmann idealistycznie zakładał, że lęk przed potwornymi konsekwencjami nieposłuszeństwa jest wystarczającą siłą sprawczą, żeby wpłynąć na postawy najmłodszych. Dziś, czytając dzieciom Złotą różdżkę, również je wychowujemy – jednak w zupełnie innym sensie niż ten, który miał na myśli niemiecki literat. Proponując najmłodszym czytelnikom literaturę opartą na absurdzie, wyolbrzymieniu czy w konwencji świata na opak, przygotowujemy grunt pod przyszłe, dorosłe lektury. Literatura dla dorosłych często bawi się konwencjami, puszcza oko do czytelnika i operuje purnonsensem, dlatego jedynie wyrobiony czytelnik będzie umiał się w niej swobodnie poruszać i czerpać przyjemność z literackich przechadzek. Na czytelnicze obycie pracuje się latami, a zacząć można – ja powiedziałabym nawet, że należy – już w dziecięcym pokoju.

Wszyscy wiemy, jak ważne dla zdrowia i samopoczucia dziecka jest właściwe żywienie, nie zapominajmy jednak o tym, że również zróżnicowane lektury korzystnie wpływają na rozwój naszych milusińskich. Jednym ze składników dobrze skomponowanej diety literackiej z całą pewnością może być Złota różdżka, bo – stosowana z umiarem i u dzieci powyżej szóstego roku życia – lepiej podkreśli i wydobędzie smak innych książek. Czytajcie i oglądajcie na zdrowie!

JUSTYNA SOKOŁOWSKA W ROZMOWIE Z DŻINEM Z TOMIKIEM

Justyna Sokołowska ilustratorka Złota różdżka 

Justyna Sokołowska, fot. Bartosz Fajge             

W jednym z wywiadów udzielonych w radio wspomniała Pani, że szukała inspiracji do dyplomu w Muzeum Książki Dziecięcej. Jak doszło do tego, że Pani pracą zainteresowało się wydawnictwo ART Egmont i wydało Złotą różdżkę? I kto wpadł na pomysł, by przetłumaczyć wiersze Hoffmanna na nowo?

Justyna Sokołowska: Czytałam gdzieś wypowiedź Ani Czech [wydawczyni – przyp. red.], w której mówiła, że trafiła na ten tekst jeszcze na studiach i bardzo chciała go wydać. Na moje opracowanie pewnie natknęła się w internecie albo właśnie przez konkurs w Katowicach [chodzi o konkurs Książka dobrze zaprojektowana – zacznijmy od dzieci – przyp. red.], ale szczerze mówiąc, nigdy o to nie zapytałam. Współpraca z Anią Czech była wzorowa, to bardzo kreatywna osoba i dzięki jej uwagom i pomysłom ta książka osiągnęła taki poziom. Już nie pamiętam, kto wpadł na pomysł nowych tłumaczeń, ale na pewno to Ania znalazła takie zacne grono tłumaczy. Uwielbiam te nowe tłumaczenia, córka mojego brata niektóre fragmenty nawet zna na pamięć.

Złotej różdżce prawie wszystkie wiersze dotyczą dzieci. Wyjątkiem jest historia O groźnym myśliwym. Czy nie miała Pani wrażenia, że ten utwór zupełnie nie pasuje do tego zestawienia? Czy miała Pani jakiś wpływ na dobór tekstów do nowego wydania, czy też o wszystkim decydował wydawca?

– Tego tekstu nie było na etapie pracy nad dyplomem, potem dowiedziałam się, że został on usunięty z tłumaczeń polskich i rosyjskich. Ilustracje powstały później, ale też wcale nie na etapie współpracy z wydawnictwem. Zanim książka została jeszcze wydana, odezwał się do mnie pewien pan z Niemiec, że trafił w internecie na moją pracę dyplomową i bardzo chciałby mieć tę pozycję w swoich zbiorach. Specjalnie dla niego dodałam ten usunięty utwór. Rzeczywiście odstaje od reszty wierszyków, ale jest w oryginalnej, niemieckiej Złotej Różdżce. Szkoda by było, gdyby polski odbiorca nigdy o nim nie usłyszał.

Na okładce Złotej różdżki pojawia się róż i amarant, wyklejka jest w kolorze czerwonawym. Czy „dziewczyńskie” kolory, które zdominowały szatę graficzną książki, zostały użyte na przekór treści? Dlaczego makabrycznej tematyce towarzyszą tak radosne, ciepłe barwy? Jak Pani sama określiłaby kolorystykę tej książki?

– Różowy kolor nie tyle dziewczęco mi się kojarzy, co cieleśnie. Nasze ciało, mięso, dziąsła, to wszystko jest różowe tak samo jak sukienki małych księżniczek:) Krew jest czerwona, a to też już krok od różowego. W tej książce raczej unikałam podstawowych kolorów. Właśnie tak, jak Pani określiła, wszystko jest raczej „czerwonawe”, „niebieskawe”, „zielonkawe”, bardzo lubię barwy pochodne, jak róż czy turkus. Kolorystyka jest neonowo-pastelowa, ale to tak naprawdę brak czerni w ilustracjach powoduje taki efekt. Rzeczywiście na początku zastanawiałam się, czy te ilustracje będą dobrze współgrały z krwawymi tekstami pochodzącymi z XIX wieku, potem jednak zauważyłam, że powstaje zabawny kontrast poprzez połączenie kościotrupa i kolorowych kwiatów, palącej się Hani i feerii jaskrawych barw ognia. Te ilustracje teraz nie przerażają, ale tworzą pewien dystans. Zresztą celowo umieszczałam też bohaterów właśnie w takim szerokim planie. Mali bohaterowie bez zarysowanych szczegółów nie opowiadają tych historii w tak przerażający sposób, każą raczej analizować te ilustracje dość powoli i uważnie.

Na jakim papierze wydrukowano Złotą różdżkę?

– Zależało mi na tym, żeby książka nie była drukowana na papierze kredowym. Zaproponowano mi do wyboru papier offsetowy i na ten się zdecydowałam. Papiery offsetowe są matowe, lekko chropowate, wsiąka w nie farba, przez co wydruk nabiera faktury, a wszelkie niedoskonałości nabierają szlachetnego, handmade’owego charakteru. Książki są postrzegane jako przedmioty z duszą, szukamy w nich ręki artysty i dobrze tutaj się sprawdzają zabiegi, które dają takie poczucie. Im dalej im od połysku folderów reklamowych, tym lepiej.

Na jednej z kart przedtytułowych znajduje się ażurowa czaszka. Perforacja wzdłuż brzegu kartki zachęca do wyrwania jej z książki i użycia jako szablonu do odrysowania. To naprawdę ciekawy element!

– Dodanie szablonu to pomysł wydawcy. Bardzo mi się spodobał i tym sposobem od początku w książce udało się wprowadzić absurd, czyli czaszkę, której śmierć zabiera rysy szczególne, płeć, a mimo to pokazuje ona język niczym urwis.

Moją uwagę zwróciły liczne zbliżenia na dłonie – palce krzywdzące, palce pouczające, palce chwytające. Również Murzynek jest przedstawiony za pomocą dłoni. Co stoi za tym pomysłem?

– Obecne adaptacje tekstów trochę różnią się od tłumaczeń, na których początkowo pracowałam. W tekście o Murzynku urwisów do pionu ustawił czarodziej, który wrzucił ich do czarnego atramentu, a na koniec jeszcze wielki czarny ptak przegonił chłopców, gdzie pieprz rośnie. Te wszystkie elementy łączyła ze sobą magiczna czerń. W nowej adaptacji tekstu pozostał tylko Murzynek i dozorca, ale ich obu właśnie reprezentuje ta jedna ręka, która wymierza sprawiedliwość, która opowiada się po tej właściwej stronie, równości wszystkich ras.

Czy kościotrup z wierszyka o Kacperku, który nie chciał jeść zupy, słusznie kojarzy mi się z religijnymi obrzędami meksykańskimi? Jeśli tak, to skąd aż tak daleko posunięta interpretacja? A może to po prostu czysta zabawa?

– Nie tylko w Meksyku czaszki ozdabiano, także w austriackim mieście Hallstatt spotkamy się z tą praktyką. Czaszki, kościotrupy to bardzo wymowny symbol i myślę, że ludzie od zawsze próbowali jakoś oswoić i zrozumieć śmierć. W tym wierszyku, do którego Pani się odnosi, śmierć Kacperka to wyolbrzymiona, przejaskrawiona kara. Służy ona wzbudzeniu emocji, by lepiej zapamiętać przestrogę płynącą z utworu, dlatego i kościotrupek raczej jaskrawy, pocieszny, a nie przerażający.

Skoro już jesteśmy przy szczegółach, proszę zdradzić, jak powstała ilustracja ognia z wierszyka o Hani, która bawiła się zapałkami. Przypomina mi trochę mapy izotermiczne, czy słusznie?

– Tak też wpadłam na ten trop. Ogień skojarzył mi się właśnie z obrazem z kamery termowizyjnej i stwierdziłam, że od razu wszyscy dobrze zinterpretują ten obraz. W przyszłości w ilustracjach chciałabym właśnie używać więcej technik kolażowych, bo to ciekawie pozwala łączyć ilustrację z popkulturą, którą bardzo lubię ze względu na jej demokratyczny i spontaniczny charakter. Nigdy nie wiadomo, co się przyjmie, z czym ludzie się utożsamią.

Po książce wędrują powtarzające się graficzne motywy – drobiazgi w rodzaju kwiatka doniczkowego czy foliowej torebki, które idealnie wtapiają się w tło, niezależnie od wiersza, w którym się pojawiają. Ich odnalezienie sprawiło mi dużą przyjemność. 

– Specjalnie umieściłam takie elementy, które na co dzień są niezauważalne, bo są zwykłe, a mimo to ich kształty od razu umieszczają nas w blokowisku, „na osiedlu jakich wiele” – cytując jeden z wierszyków. A powtarzalność jest wpisana w ich charakter. Wszyscy używamy takich samych reklamówek, te same kwiatki nasze ciocie i mamy ustawiają na parapetach. Ta powtarzalność jest też znakiem szczególnym mego peerelowskiego dzieciństwa. Kształty ławek, śmietniczek pochodzą właśnie z mojego suwalskiego podwórka, na którym spędziłam miliardy godzin.

Większość ilustracji podąża za unowocześnionymi adaptacjami wierszy (widać to zwłaszcza w wierszu o Murzynku, ale również i o Kacperku, któremu ze spodni wystają słuchawki odtwarzacza muzyki). Tymczasem w wierszu o złym Szymku pojawiają się atrybuty łobuzów sprzed lat: proca, dmuchawka, łuk i strzała czy pudełko po zapałkach do przetrzymywania owadów. Dlaczego w Złotej różdżce XXI wieku przywołuje Pani rekwizyty w stylu retro?

– Bo to jest moje dzieciństwo, to jest taka pamięć pokoleniowa. Rodzice, którzy będą czytać te wierszyki swoim dzieciom, na pewno westchną melancholijnie, będą mogli zabrać swoje dzieci w świat własnego dzieciństwa.

Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych sukcesów ilustratorskich.

TEKST: Heinrich Hoffmann
ADAPTACJA TEKSTU: Anna Bańkowska, Karolina Iwaszkiewicz, Zuzanna Naczyńska, Adam Pluszka, Michał Rusinek, Marcin Wróbel
ILUSTRACJE: Justyna Sokołowska
LICZBA STRON: 112
OPRAWA: twarda
FORMAT: 24,4 × 27,6 cm
WIEK: 6+
WYDAWNICTWO: ART Egmont
ROK WYDANIA: 2017

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *