Codzienne przemierzanie Wrocławia z dwójką dzieci w godzinach szczytu nieodłącznie wiąże się ze staniem w korkach. O ile dorosły zaciśnie zęby (lub ewentualnie przesylabizuje z emfazą kilka niecenzuralnych słów) i grzecznie odczeka swoje, o tyle dzieci błyskawicznie się nudzą przemieszczaniem z prędkością kontuzjowanego żółwia. Jako kierowca robię co w mojej mocy, by umilić dzieciom podróż, śpiewając, opowiadając i zapraszając do zabawy. Wspólnie odgadujemy znaki drogowe, wyszukujemy obiekty w konkretnych kolorach lub kształtach, a ostatnio również sylabizujemy. I to nie byle jak, bo z klaskaniem, a zdarza się też, że do rymu!

PODRÓŻE Z SYLABAMI

kot – płot, skok – smok
wróżka – puszka, babcia – gapcia

Znalezienie rymu dla jedno- i dwusylabowych wyrazów dla czteroipółetniej Lenki nie stanowi większego wyzwania. Dużo trudniej jest z dłuższymi słowami, do których rymy wymyślane są zwykle spontanicznie:

kalafior – ratapior, kukurydza – trutubrzydza

„Słowotwory” powstałe w wyniku naszych zabaw językowych zapoczątkowują tworzenie szalonych opowiadań i rysunkowych historii dla ratapiorów i im podobnych postaci oraz pozwalają nam cieszyć się innymi wyjątkowymi słowami, które czają się na każdym kroku. Antykwariat, pierwiastek, halogen, rapitograf, rogówka, wertikal to zaledwie kilka przykładów wyrazów, które bez definicji żyłyby własnym życiem. Antykwariat mógłby być szalonym zabytkowym przedmiotem, a pierwiastek stekiem pierwszego pana w kolejce, halogen genem odpowiedzialnym za przywitania, a rapitograf nowo odkrytym dinozaurem. Jakaż była moja radość, kiedy ujrzałam zapowiedź książki, w której na warsztat wzięto szereg trudnych (nie tylko dla dzieci!) wyrazów i wytłumaczono je po mistrzowsku z pomocą nomen omen mistrzów pióra i ilustracji. Panie i Panowie, poznajcie Sylaboratorium!

WYRAZY NIECODZIENNE

We wstępie profesora Jerzego Bralczyka czytamy, czym jest sylaba. Poznajemy słownikową definicję, o pardon, definicje, bo jest ich kilka, ale te napisane fachowym językiem chyba nie powiedzą dzieciom tyle, co definicja pisana słowami samego pana profesora:

(…) sylaba to jednak co innego, coś prostego, co nawet nazwę ma prostą, łatwą do podziału na sylaby. Nazwa ta pochodzi od greckiego słowa oznaczającego zbieranie, łączenie. Sylaba łączy dźwięki mowy.

Sylaby stały się doskonałym pretekstem, by zbadać pięćdziesiąt niecodziennych wyrazów takich jak m.in. atencja, bakista, capstrzyk, kontredans, prestidigitator, uroboros czy żagiew, ułożyć je w porządku alfabetycznym, objaśnić definicjami zaczerpniętymi ze słownika i zupełnie nowymi, stworzonymi na potrzeby tej publikacji opisami spod pióra najlepszych polskich autorów. Każdy z dziesięciorga pisarzy (Justyna Bednarek, Agnieszka Frączek, Mikołaj Golachowski, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Emilia Kiereś, Ewa Nowak, Zuzanna Orlińska, Zofia Stanecka, Marcin Wicha, Wojciech Widłak) wziął na warsztat po pięć słów i bawił się nimi, wymyślając zabawne historie pisane prozą lub wierszem. Czuć w tych opisach swobodę i luz towarzyszące autorom podczas pracy. Efektów nie sposób ze sobą porównywać – można natomiast z czystym sumieniem zapewnić, że żaden młody (również duchem) erudyta nie oprze się pięćdziesięciu pełnym humoru pokazom kunsztu pisarskiego. 

Zespół badaczy „Sylaboratorium”
LEKSYKON Z TOMIKIEM

Justyna Bednarek swoje pięć tekstów napisała wierszem, z czego cztery dodatkowo okrasiła tytułami. I słusznie! Dzięki temu mogą one stać się hitami wyśpiewywanymi w domach czytelników na różne melodie. Ballada o sir Brake’u, farbach i bakiście przywodzi na myśl najlepsze szanty, Samba o jambie latynoskie rytmy, a Sentymentalny wierszyk kryty gontem mógłby dodatkowo pokryć się… platyną, gdyby sięgnął po niego Artur Andrus lub inny śpiewający Mistrz Mowy Polskiej.

Ilustracja do „Samby o jambie”

Teksty Emilii Kiereś nie dość, że rymowane, to jeszcze zręcznie połączone w jedną spójną historię z capstrzykiem, fortelem, hołubcem, trybunałem i żagwią, dodatkowo wyróżnionymi kolorem. Z kolei wspólnym mianownikiem utworów Marcina Wichy jest obecność inspektora Leksykona, który rozwiązuje przeróżne zagadki. W jednej towarzyszy mu podinspektor Tomik. Duet Leksykon z Tomikiem jest prawie tak samo dobry jak Dżin z tomikiem, prawda?

Fragment historii skradzionej trąbki z hołubcem i trybunałem w tle.
Jedna z przygód inspektora Leksykona
Leksykon z Tomikiem – książkowy przykład duetu idealnego
NIEKOŃCZĄCA SIĘ HISTORIA

Skoro o Dżinie mowa, pewnie pamiętacie, że nazwa bloga powstała z zamiłowania do gier słownych. Efektem podobnej gry jest nazwa Sylaboratorium, łącząca w sobie dwa kluczowe słowa: sylaba i laboratorium, krótko i treściwie oddające zamysł autorów. Wyselekcjonowane wyrazy przesylabizowano, a następnie poddano „badaniom” przeprowadzonym przez najlepszych specjalistów z branży. Autorzy zachęcają czytelników do przeprowadzania kolejnych eksperymentów na języku polskim w dołączonym na końcu książki Notesie erudyty. Zapiski uświetnią naklejki z kolorowymi literami przygotowanymi przez Studio Huncwot – wisienka na torcie leksykonu. Literami można także bawić się przy użyciu aplikacji Polona Typo.

Kilkustronicowy notes pomieści mnóstwo językowych odkryć.
Arkusze z naklejkami do samodzielnego wycięcia i użycia przy słowotwórczych zabawach.
PAWLAK ART

Jestem bardziej niż pewna, że Sylaboratorium nie byłoby tak imponujące, gdyby nie genialny pomysł wydawcy Egmont ART, Anny Czech, i oprawa graficzna książki, za którą odpowiada absolutny wirtuoz sztuk plastycznych – Paweł Pawlak. W książce podziwiać można najwyższej próby przestrzenne kolaże papierowe, charakteryzujące się nie tylko precyzyjnym wykonaniem, ale i humorem (np. młody kogut ma pióropusz przywiązany do szyi a postaci przy słowie łachudra dosłownie drą sobie łachy). Ilustracje różnią się od siebie wielkością (od niewielkich kolaży z wizerunkami pisarzy po imponującą rozkładówkę przy wyrazie landszaft) i paletą barw (od mieniących się feerią barw po ilustracje do złudzenia przypominające filtr sepii), tym samym w zależności od upodobań każdy czytelnik inną pracę uzna za naj-lep-szą. Ja, mimo starań, nie potrafię wskazać ulubionej pracy – wszystkie na swój sposób zachwycają.

Swoją drogą, jak myślicie, ile czasu zajęło autorowi przygotowanie ilustracji do książki? Miesiąc, dwa, maksymalnie trzy i pół miesiąca? Otóż nie – prace trwały niemal sześć miesięcy! I nie, nie jest to kwestia nieumiejętnego zarządzania czasem, a efekt misternej pracy i wrodzonego perfekcjonizmu Pawła Pawlaka. Sami zobaczcie:

 

 

 

Niezależnie od tego, czy lubicie bawić się słowami czy nie, po Sylaboratorium powinniście sięgnąć. Wypożyczcie tę książkę z biblioteki, przekartkujcie w księgarni, poczytajcie o niej w internecie, a upewnicie się, że jest to tytuł niezbędny w domowej biblioteczce każdego bibliofila. Bo o ile w prawdziwym laboratorium nie zawsze wszystko się udaje, Sylaboratorium każdy eksperyment zwieńczony jest sukcesem.

TYTUŁ: „Sylaboratorium”
TEKST: Justyna Bednarek, Agnieszka Frączek, Mikołaj Golachowski, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Emilia Kiereś, Ewa Nowak, Zuzanna Orlińska, Zofia Stanecka, Marcin Wicha, Wojciech Widłak
KONCEPCJA GRAFICZNA KSIĄŻKI, ILUSTRACJE I SKŁAD: Paweł Pawlak
LICZBA STRON: 146
OPRAWA: twarda
FORMAT: 22 × 20 cm
WIEK: 6+
WYDAWNICTWO: Egmont
ROK WYDANIA: 2017

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *