Raj na ziemi wcale nie musi leżeć nad ciepłym morzem, chrzęścić pod stopami złotym piaskiem i rozpieszczać egzotycznymi owocami. Niektórym do pełni szczęścia wystarczy przytulny kąt z niewielkim oknem na błękit nieba i zieleń drzew. Najważniejsze, żeby raj był skrojony na miarę oczekiwań. Nawet jeśli będzie wielkości jabłka. O różnych punktach widzenia, religii i genetyce, a także plusach kryzysowych sytuacji pisze Tina Oziewicz w swojej książce Dzicy lokatorzy wydawnictwa Czerwony Konik.

DZICY LOKATORZY

Robaczkowi nic więcej nie było potrzebne do szczęścia – jabłkowa willa z widokiem na sad dawała schronienie przed żarem słońca, chłodem nocy i strugami deszczu, a przy tym rozkosznie falowała na wietrze. Zamknięty w czterech ścianach malutkiego raju robaczek pędził beztroskie życie samotnika: całymi dniami, odpoczywał, drzemał lub popijał sok jabłkowy. Niestety jego sielanka została brutalnie przerwana, kiedy w sadzie pojawili się hałaśliwi ludzie z traktorem, drabinami i skrzynkami, do których wkładali dziesiątki zerwanych z drzew owoców – „normalne, nadające się do zamieszkania, nie zepsute ani nie pomarszczone wille”, jak zauważył z przerażeniem robaczek. Rozmowa z nowo poznanym przy okazji ogrodowej rewolucji zaskrońcem uświadomiła robaczkowi skalę zagrożenia, ale przede wszystkim zmobilizowała do działania. Tylko jak niewielki robaczek i zupełnie niejadowity wąż mogą stawić czoła ludziom? Czy lepiej postawić na tradycyjne, sprawdzone sposoby, a może iść z duchem czasu i postawić na postęp technologiczny? 

      

Na poziomie fabuły książka Tiny Oziewicz opowiada o burzeniu pewnego porządku, pomysłowości, która rodzi się z potrzeby chwili, a także potędze współpracy. Realna groźba utraty dachu nad głową, spokoju i bezpieczeństwa zmusza na ogół pokojowo nastawionego robaczka do podjęcia niecodziennych działań i ryzykownych decyzji. Szybko się okazuje, że zagrożenie ze strony ludzi nie tylko stawia na nogi całą społeczność jabłonki, lecz także pomaga zacieśnić stosunki sąsiedzkie między mieszkańcami poszczególnych owoców. Aż chciałoby się powiedzieć, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ale czy aby na pewno w tym starciu zwyciężą sprytniejsi, a nie silniejsi? W nieco szerszym ujęciu Dzicy lokatorzy to również historia o względności postrzegania świata i o tym, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Kto tak naprawdę jest intruzem w sadzie, czy dzicy lokatorzy rzeczywiście zajmują lokale niezgodnie z prawem oraz jak się ma prawo, według którego postępują ludzie, do praw natury? Jednym jabłka służą do jedzenia, innym do mieszkania – komu bardziej się należą? I czy GMO to rzeczywiście samo zło? To zależy. O tym właśnie jest książka Tiny Oziewicz – że wszystko jest względne.

Dzicy lokatorzy to zabawna, oryginalna i utkana z licznych aluzji (nie tylko literackich) książka, której dowcip będą w stanie docenić w pełni jedynie dorośli. Jednak żaden dorosły nie sięgnie sam z siebie po książkę adresowaną do siedmiolatków, z kolei docelowy czytelnik nie wyłapie wielu mrugnięć oka, które stanowią o oryginalności stylu autorki. Owszem, część aluzji można, a nawet należy dziecku wyjaśnić jak np. biblijną historię o wypędzeniu z raju Adama i Ewy, ale tłumaczenie, co jest zabawnego w ojcu robaczka, śpiewającego pod prysznicem Dziwny jest ten świat… albo w stryjecznym pradziadku, księdzu Robaku mija się z celem. Ogromnym plusem Dzikich lokatorów, poza eleganckim wydaniem w twardej oprawie z zaokrąglonymi rogami, są świetliste, nastrojowe ilustracje Marty Szudygi, które pięknie wydobywają urok sadu późnym latem.

TYTUŁ: Dzicy lokatorzy
TEKST: Tina Oziewicz
ILUSTRACJE: Marta Szudyga
LICZBA STRON: 62
OPRAWA: twarda z zaokrąglonymi rogami
FORMAT: 17 × 24 cm
WIEK: 7+
WYDAWNICTWO: Czerwony Konik
ROK WYDANIA: 2014

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *