Gdyby nagle miał się skończyć świat, a ja mogłabym wziąć ze sobą do schronu (czy gdziekolwiek tam, gdzie miałabym spędzić ostatnie chwile życia) tylko jeden komiks dla córek, bez wahania spakowałabym do plecaka album Marcina Podolca. I jestem pewna, że to byłby wybór całej naszej trójki: cztero-, sześcio- i trzydziestodwulatki.

Pytania z serii „Co byś zabrał ze sobą na bezludną wyspę?”, „Z kim chciałbyś zjeść ostatni posiłek w swoim życiu?” czy „Jaką książkę chciałbyś przeczytać przed końcem świata?” są przede wszystkim wdzięcznym tematem do rozmów na kursach języków obcych, bo na ten temat każdy ma zawsze coś do powiedzenia, ale pozwalają też dowiedzieć się czegoś na temat naszych upodobań, stylu życia czy wartości, które cenimy.

CO LUBIĘ

Lubię ciekawe historie, a ta przedstawiona w Bajce na końcu świata jest naprawdę bardzo oryginalna. Świat, jaki znamy obecnie, właśnie się skończył – Ziemię dotknął bliżej nieokreślony kataklizm, w wyniku którego z powierzchni planety zniknęła roślinność, a pozostały jedynie uschnięte kikuty drzew, błękit nieba ustąpił miejsca szaroburej mgle, a opuszczone budynki straszą wybitymi szybami i stertą gruzów. Kilkuletnia Wiktoria i jej pies Bajka wędrują po tym postapokaliptycznym krajobrazie w poszukiwaniu rodziców dziewczynki. Kierują się światłami na nocnym niebie, mimo że wcale nie mają pewności, że to dobry trop. Pewnej nocy pozwalają ogrzać się przy swoim ognisku tapirowi, który – co dziwne – wydaje się całkiem zadowolony z nowej sytuacji. Dzięki niemu trafiają do tytułowego ostatniego ogrodu…

Lubię wyrazistych bohaterów. Weronika jest ufna, pomysłowa i zazwyczaj odważna, chociaż czasami podupada na duchu. Nawet w kryzysowej sytuacji potrafi żartować albo znaleźć jakieś pozytywne strony („ Ale mnie nic nie zmusi do mycia. To jeden z plusów końca świata”) i nade wszystko nigdy nie traci z oczu swojego najważniejszego celu. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach jej postać jeszcze bardziej się rozwinie, ale na razie moje serce skradła Bajka – gadający pies, który ma swój pierwowzór w prawdziwym życiu. Bajka jest po prostu przezabawna, jej wypowiedzi są pełne uroczej ironii i dowcipu, zwłaszcza te, które bezpośrednio wiążą się z jej psią naturą: łakomą, skorą do zabawy, trochę tchórzliwą, ale oczywiście i dumną, nie zapominajmy o dumie! („Widziałaś kiedyś latającego psa? Prababcia Łajka byłaby ze mnie dumna!”). Moja młodsza córeczka upodobała sobie z kolei Zmiennokształtnego, który ciągle się „transfer… tran… zmienia się!” i ma taki ładny błękitny odcień (być może Weronika tak łatwo mu zaufała, bo skojarzył jej się z czystym niebem?). No i jest jeszcze kurier tapir, któremu może i mylą się kierunki, ale nie przeszkadza mu to w realizowaniu misji. 

Lubię dobre ilustracje. Te w Bajce na końcu świata są bardzo dobre i bardzo ładne, zresztą sami możecie zobaczyć na zdjęciach. Dodam jeszcze tylko, że chociaż większa część albumu jest utrzymana w ponurej brązowo-pomarańczowej stylistyce (co, jak na postapokalipsę, wygląda i tak dość przyjemnie), w żaden sposób nie wpływa to na doznania estetyczne, bo wyraźny zamysł twórcy broni się sam. Jeśli chodzi o kompozycję komiksu, Marcin Podolec swobodnie eksperymentuje z rozmieszczaniem kadrów na planszach: czasem jeden kadr wypełnia całą stronę, innym razem umieszcza na planszy trzy różnej wielkości kadry, a bywa również i tak, że na całostronicowy kadr nałożone są mniejsze kadry. Jest różnorodnie, ale zawsze bardzo czytelnie. 

Lubię bezpieczne treści. Wcale nie chodzi o to, że trzymam dzieci pod kloszem i nie czytam im książek, w których dzieje się coś złego albo dziwnego, albo kontrowersyjnego. Wystarczy, że sposób przedstawienia problemu jest dostosowany do wrażliwości małego odbiorcy, i wtedy nie ma dla mnie tematów tabu. Można by pomyśleć, że komiks o zagładzie świata i samotnej wędrówce dziecka jest z gruntu chybionym pomysłem, bo przecież „dziecko będzie się bało”. Spokojnie! Marcin Podolec doskonale zdawał sobie sprawę, że tworzy komiks dla dzieci, dlatego nie przekroczył granicy wytrzymałości psychicznej kilkulatka i nie wprowadził na scenę ani przerażających czarnych charakterów, ani drastycznych scen. Bajka na końcu świata to – wbrew pozorom – bardzo przyjazny dzieciom komiks, którego siłą napędową jest nie strach przed kataklizmem, lecz przyjaźń i tęsknota za rodziną. Możecie śmiało czytać Bajkę na końcu świata z przedszkolakami, zaręczam, że nie będą im się śniły koszmary. A starsze dzieci może nawet docenią fakt, że mogą codziennie chodzić do szkoły, nie martwiąc się o to, co będzie jutro. No dobrze, trochę się zagalopowałam, wymiar moralizatorski jest w zasadzie nieodczuwalny, ja po prostu lubię nadinterpretować.

O AUTORZE

Marcin Podolec – rysuje i pisze scenariusze komiksów, a także tworzy filmy animowane. Jako twórca komiksów zadebiutował w 2010 roku albumem Kapitan Sheer wydanym przez Kulturę Gniewu. Już niedługo ukaże się drugi tom (zapowiadanej na 8–10 części) jego serii Bajka na końcu świata

TYTUŁ: „Bajka na końcu świata. 1. Ostatni ogród”
SCENARIUSZ: Marcin Podolec
RYSUNEK: Marcin Podolec
LICZBA STRON: 64
OPRAWA: twarda
FORMAT: 19 × 25,5 cm
WIEK: 5+
WYDAWNICTWO: Kultura Gniewu
SERIA: Krótkie Gatki
ROK WYDANIA: 2017

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

One thought on “Książka z dymkami (3) – „Bajka na końcu świata. Ostatni ogród” Marcin Podolec”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *